Szybki kontakt: +48 607 362 323 kontakt@importujznami.pl

wróć

Jak robić interesy w Chinach – artykuł w „Gazecie Wrocławskiej”.

Chiński rynek jest niezwykle chłonny oraz otwarty na zagranicznych przedsiębiorców, jednak różnice prawne i kulturowe sprawiają, że wejście na niego wymaga solidnego przygotowania.

 

Czterogwiazdkowy hotel w Szanghaju, kojarzony w Europie z wyżynami luksusu. Po podłodze pełzają karaluchy, ale obsługa traktuje je jako naturalny element otoczenia. Piotr Burzyński, dyrektor zarządzający firmy Importuj z Nami, która świadczy usługi w zakresie importu i eksportu, z podobnymi różnicami w standardach, kulturze i biznesie spotykał się w Chinach wielokrotnie. - Ekspansja na ten rynek nie jest łatwa – mówi. – Przede wszystkim trzeba dokładnie wiedzieć, co się chce osiągnąć.

 

Rynek Państwa Środka jest bardzo kuszący dla polskich przedsiębiorców. W 2013 roku wartość naszego importu z tego kraju wyniosła 14,6 miliardów euro, z kolei eksportu – 1,59 miliardów.

 


W ciągu kilku ostatnich lat różnica między eksportem i importem została znacząco zniwelowana. – Świadczy to nie tylko o ogromnym zainteresowaniu polskich przedsiębiorców Państwem Środka, ale stanowi też potwierdzenie stosowania przez nich skutecznych działań na rynkach dalekowschodnich – mówi Katarzyna Kąkol z Polsko-Chińskiej Izby Przemysłowo-Handlowej (PChIPH). – Właściwie wszystkie kraje na świecie, poza tymi, które sprzedają surowce, mają ujemny bilans handlowy z Chinami – mówi z kolei zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego, Agata Zemska. – Tam po prostu opłaca się produkować, stąd duża przewaga Chin nad innymi państwami w globalnej gospodarce.

 


- Rynek chiński diametralnie różni się od europejskiego – mówi Mariusz Sinior, pełniący obowiązki kierownika Dolnośląskiego Centrum Obsługi Inwestora i Eksportera (DCOIiE). – Przede wszystkim jest duża różnica kulturowa, z czego przedsiębiorca musi zdawać sobie sprawę, zanim spróbuje dotrzeć tam ze swoją ofertą. Jak zaznacza, przygotować trzeba się zwłaszcza pod kątem kancelaryjnym, ponieważ zawieranymi w Chinach umowami rządzi tamtejsze prawo.

 


Piotr Burzyński, który wielokrotnie brał udział w misjach gospodarczych do ChRL, dodaje: - Przepisy trzeba śledzić na bieżąco, ponieważ często zachodzą w nich zmiany. Może być tak, że nasz produkt otrzymuje niezbędne certyfikaty oraz spełnia wszystkie europejskie normy, a tamtejszych już nie. Jak mówi dla tamtejszych kontrahentów ogromną rolę odgrywa dobra relacja towarzyska. – Często kontaktują się z przedsiębiorcami, z którymi prowadzą negocjacje w dni wolne, żeby porozmawiać o sprawach prywatnych – przyznaje dyrektor Importuj z Nami. – Dla nich ma to fundamentalne znaczenie. Przyjazne stosunki mogą się zresztą przydać, jeśli dojdzie na przykład do problemów z realizacją zamówienia. – Możemy wówczas liczyć na większą wyrozumiałość chińskich przedsiębiorców – tłumaczy Piotr Burzyński.

 


Mariusz Sinior zwraca z kolei uwagę na fakt, że w ChRL nieco inaczej traktuje się zawieranie umów biznesowych. – Sam kontrakt nie jest dla nich aż tak ważny. Bardziej liczy się zaufanie, dlatego negocjacje mogą trwać bardzo długo. Po prostu nie podpiszą umowy z kimś, komu nie ufają – tłumaczy.
Chcąc wejść na tamtejszy rynek, powinno się poznać zasady panujące podczas prowadzenia negocjacji . – W ich delegacji zawsze znajdzie się jedna osoba, która rządzi pozostałymi partnerami. To właśnie ona wręcza przed spotkaniem wizytówkę swojej firmy, którą powinniśmy odebrać oburącz, a następnie mieć ją na stole przed oczami podczas negocjacji – tłumaczy Piotr Burzyński. - Samo spotkanie zawsze zaczyna się natomiast od wypicia dobrej herbaty. W jego trakcie pojawia się także alkohol.

 


Na co należy się przygotować od strony kulturowej i obyczajowej?

 


- To, co w Europie uważane jest powszechnie za niestosowne, jak na przykład palenie papierosów w restauracji i rzucanie niedopałków na ziemię, czy nawet dłubanie w nosie podczas posiłku, tam jest na porządku dziennym – mówi Piotr Burzyński. – Trzeba też pamiętać, że hotele nie zawsze spełniają takie same standardy, jak ich europejskie odpowiedniki. Zdarzyło mi się na przykład nocować w czterogwiazdkowym hotelu pełnym karaluchów, na które obsługa kompletnie nie zwracała uwagi. Jak zaznacza, wiele zależy od tego, w jakim rejonie Chin się znajdziemy oraz na kogo trafimy. Chińczycy traktują bowiem obcokrajowców z sympatią i zainteresowaniem, jednak nie zawsze są w stanie to okazać, ze względu na nieznajomość języka angielskiego. – W centrum miasta nie powinno być z tym raczej problemu – tłumaczy Burzyński – Kiedyś jednak nie mogłem dogadać się z kierowcą taksówki na obrzeżach Szanghaju. Dlatego zawsze warto mieć kogoś ze sobą, kto potrafi się porozumieć w ich ojczystym języku.

 


Artykuł ukazał się oryginalnie w listopadowym dodatku „Strefa biznesu” do „Gazety Wrocławskiej”.

Masz pytania albo potrzebujesz informacji? Zostaw swoje dane - oddzwonimy!